|
Niedaleko Gronika znajduje się po stronie słowackiej wspaniała miejscowośc- Orawice. Słynna ze swojego baseniku geotermalnego.Uczestnicy turnusów często tam, zaglądają popołudniami. Jednakże Szef Szkolenia zafundował wszystkim gratkę, gdyż można było się wykąpać w Orawicach w trakcie zajęć szkoleniowych. Wszystko byłoby w porządku gdyby nie fakt, że do Orawic trzeba było dojśc na własnych nogach przez turystyczne przejście na Magurze Witowskiej, ale dzięki temu kąpiel smakowała wyśmienicie.Dobrze, ze każdy z nas zna się na mapie i kompasie bo gdyby nie to marsz na azymut mógłby się skończyć nieciekawie.
W trakcie weekendu, każdy mógł złapać trochę głębszy oddech, jednak piękne nie trwa długo i od poniedziałku znów trza się zabierać do roboty.Służba zdrowia ponownie wzięła nas w swoje ręce - tym razem trzeba było zaliczyć badanie w komorze niskich ciśnień oraz potrenować umiejętności ratownicze na popularnej "Kaśce " czyli ćwiczyć sztuczne oddychanie i masaż serca.Następny dzień przypomina nam o tym, ze rowery już ostygły i należy je rozgrzać. Tym razem było już o wiele lepiej, sidełka jakby mniej twarde a i siły trochę więcej. W środę zajęcia trochę się przedłużyły ponieważ uczestnicy turnusu wyznaczyli sobie spotkanie w osławionym " szałasie ". Baranek smakował całkiem dobrze a i cała reszta też była niezgorsza.Tym razem to " woszkowicze" troche pomęczyli Komendanta i instruktorów. Jeszcze dobrze nie ucichły zgiełki biesiady w szałasie a w hotelu juz rozlega się głos " pobudka, pobudka, wstawać ". Mało tego zajęcia są przyśpieszone i wyruszamy na Słowację już o godzinie 8.00. Disiaj są przewidziane Zamki Orawskie, Liptowski Mikularz oraz jaskinie w Dolinie Diemianowskiej. Zabrane porcje suchego prowiantu nie wróżą nic dobrego - ktoś jakby zapomniał o obiedzie.
Okazało się, że nadmiar jedzenia jednak się przydał- do godziny 20.30 wszystko udało się zjeść. Mimo późego powrotu wszyscy byli zadowoleni, wrażeń duchowych co nie nmiara a dodatkowo można się było zrelaksować w słowackim miasteczku wodnym. |