|
 |
MENU |
|
 |
|
 |
2004 turnus 08 |
|
|
 |
Galeria zdjęć z turnusu |
|
 |
|
 |
2004-08-10 | Jedziemy dalej. |
|
 |
|
W kolejnym dniu szkolenia wyruszamy już na tatrzańskie szlaki. Piątek przed weekendem to dobry dzień, żeby nogi poczuły, że cośkolwiek się ruszały, w związku z tym trasa na odcinku Palenica Białczanska-Polana Pod Wołoszynem-Dolina Waksmundzka-Gęsia Szyja ( Ach ta Gęsia Szyja )- Polana Rusinowa-słynne Wiktorówki-Zazadnia, jest w sam raz.Na obiad wszyscy wracają zadowoleni bo przecież nie może być inaczej jeśli grupami opiekują się takie asy jak Mirek Lingo i Andrzej Czarniak.Cześć trzeba oddać paru chłopakom, których my nazywamy "komandosami".Wiekszość turnusu dopiero się rozkręca natomiast oni idąc trybem indywidualnym pozaliczali już większość okolicznych szczytów z prawdziwego zdarzenia, wliczając w to Giewont, Kasprowy Wierch, Świnicę, Czerwone Wierchy oraz Orlą Perć od Zawratu aż po Krzyżne.Strach pomyśleć co będzie dalej, ale do takich mocarzy trudno przypisać jakąkolwiek metodykę.Sobota i niedziela to dni przeznaczone głównie na odpoczynek i zajęcia kulturalne z pełnym uwzględnieniem Zakopanego, które o tej porze pęka w szwach.Komu nie odpowiada spokój i zacisze Gronika ten rusza w miasto, choć podobno "miasto" to dopiero Nowy Targ.Weekend nie trwa wiecznie dlatego tez po zbiórce poniedziałkowej do zajęć ruszamy ostro dalej. Kolejny etap to Dolina Kościeliska wraz z jej całymi zakamarkami- Halą Stoły, Pisaną, Jaskinią Mroźną i Mylną, Stawem Smreczyńskim czy też Polaną Ornaczańską. Następny dzień nie pozwala nam spokojnie wypić filiżanki kawy z rana ponieważ zbiórka zarządzona już o godzinie 7 rano a o 7.15 wyruszamy na 12 godzinne zajęcia w Góry Choczańskie na terenie Słowacji.Góry może nie tak wysokie jak Tatry ale nie mniej urokliwe. Wszyscy są pod wrażeniem zwłaszcza Wąwozu Prosieczne i łagodnych grzbietów przypominających nasze Bieszczady, szkoda tylko, że w drodze powrotnej brakło czasu na kąpiel geotermalną w Beszeniowej lub w Mikulaszu.Najbardziej wyprawy żałuje chyba jeden z uczestników turnusu, któremu szacowna małżonka tak zamieszała w papierach, że na granicy stanął przed srogim obliczem Straży Granicznej bez dowodu lub paszportu, który podobno powinien być w plecaku.Tak to jest jak nie słucha się " starych wyjadaczy" i zabiera się ze sobą kochane małżonki, które tylko zawracają w głowie. Jednakże ten dzień nie był dla niego stracony albowiem z Suchej Góry trszkę kilometrów do Gronika jest - w każdym bądź razie było widać, że zainteresowany trochę na nogach popracował.Po dłuższym marszu następny dzień szykuje się całkiem przyjemny ponieważ na środę przewidziane są zajęcia na wodzie - Jezioro Czorsztyńskie czeka na nas tak samo jak rwący nurt Dunajca. Ale czy będzie to odpoczynek? Jedno jest pewne - nogi na pewno odpoczną. |
|
 |
2004-08-05 | Kolejny turnus szkoleniowy. |
|
 |
|
Życie na Groniku nie cierpi pustki. Po dłuższej chwli przerwy, która trwała około miesiąca Ośrodek wraca na swoje utarte ścieżki. Uczestnicy VIII już turnusu szkoleniowo kondycyjnego zawitali w progi WOSzK-u.Kto tylko żyw uicieszył się, że miesięczny letarg został zakończony i wreszcie można się zabrać do właąściwej pracy. Po krótkiej (?) odprawie początkowej pierwsze skrzypce zagrała służba zdrowia.Lekarze i pielęgniarki zabrali uczestników turnusu na badania lekarskie a także co gorsze na wyciśnięcie pierwszych kropel potu podczas badania wydolności na cykloergometrze. Co niektórzy musieli się nieźle napedałować a do tego pokazać co nieco swojej siły podczas pomiaru siły mięśni na Power Teście. Ciekawe czy pod koniec turnusu urządzenie będzie stawiać mniejszy opór? Następne działania to już domena instruktorów kultury fizycznej.Mirek,Andrzej i Wiesiek po dłuższej przerwie aż rwą się do roboty - co zbyt dobrze nie wróży kursantom.Jednak pierwszy dzień jest jeszcze spokojny. Trzeba rozruszać zastane kości- stąd między innymi mały atlasik i gimnastyka ogólnorozwojowa, no i oczywiście zajęcia na basenie z nieodłącznym sprawdzianem pływackim na 50m.Gościnnie korzystamy nadal z basenu na COS-ie chociaz nasz własny już zaczyna nabierać wyglądu - pierwsze płytki w niecce są już przyklejone.Niewielka turystyka łączy wszystkie te działania w dniu dzisiejszym. Dzień 05.08.2004r. jest również bardzo ważny z innego powodu. Otóż dzisiaj na Jeziorze Czorsztyńskim pojawiły się po raz pierwszy jednostki pływające z napisem WOSzK Zakopane. Są to dwie łódki wiosłowe i kajaki, które będą służyć podczas zajęć szkoleniowych na wodzie. O dziś możemy krzyknąć do naszych kolegów z Mrągowa - Ahoj!! Mazurscy żeglarze. |
|
 |
2004-08-11 | Zajęcia na wodzie. |
|
 |
|
W dniu dzisiejszym gwałtownie zmieniamy charakter zajęć. Rozpoczynamy trochę wcześniej wyjeżdżając autokarem nad Jezioro Czorsztyńskie. O godz. 8.00 wszyuscy są już a autobusie i ruszamy w drogę. Dojazd zajmuje nam około godziny, lecz nie jest to czas zmarnowany. W dniu poprzednim nad mikrofonem głównie pracował Mirek dlatego też dzisiaj ten ważny sprzęt oddajemy w ręce Andrzeja Czarniaka, który całą drogą stara się zaciekawić grupę opwiadając o mijanych miejscowościach i miejscach. Z pewnością każdemu coś niecoś pozostanie w głowie z tych wiadomości i w przyszłości to oni będą przewodnikami dla swoich rodzin lub przyjaciół. W rejonie przystani "Zamajerz" nad Jeziorem Czorsztyńskim wysadzamy część grupy wodnej, która pod opieką Mirka i Karola zajmie się poznawaniem zakamarków jeziora wykorzystując do tego celu łódki i kajaki. Z pewnoscią wrażeń im nie zabrakło popnieważ na wyciągnięcie ręki mieli takie perełki jak zamek czorsztyński i niedzicki dotychczas nie zwiedzane od strony wody. Poza tym wspaniała, słoneczna pogoda, kontakt z wodą no i te plaże wypełnione gorącymi ciałami. Grupa pontonowa jedzie kawałek dalej do miescowości Sromowce Wyżnie gdzie wypakowuje sprzęt, pompuje powietrze i po chwli jest gotowa do rozpoczęcia 18 kilometrowego spływu rzeką Dunajec. Miejscem docelowym są Piaski, miejscowość położona za Szczawnicą. Pogoda jest wspaniała, połączona z rwącym nurtem Dunajca sprawia, że załogi na pontonach czują się bardzo dobrze i z otwartymi oczyma oraz ustami chłoną piękno przyrody, która w rejonie Pienin stworzyła tak piękny zakątek jak Przełom Pieniński. Cały czas podczas spływu towarzyszą nam wspaniałe widoki zarówno na Pieniny (z tak znanymi wierzchołkami jak Trzy Korony, Sokolica) jak i na Tatry, które pozostają w oddali.Wokół nas wspaniała pienińska przyroda, ciekawe miejsca ( Czerwony Klasztor, Janosikowy Skok, Stuletnie Źródło, Droga Pienińska, Hukowa Skała), legendy o bracie Cyprianie z Czerwonego Klasztoru, który był prekursorem latania na Podhalu, o księżnej Kindze, która często bywała w zameczku na Górze Zamkowej. A poza tym te "widoki" na tratwach, które nas mijały po drodze - w czasie spływu mieliśmy wszystko co tylko sobie dusza zażyczy. No, może wszystko - zapomnieliśmy o zimnym browarze, który powinien się chłodzic ciągniony na holu za pontonem. Myślę, że jak na jeden dzień to wrażeń wystarczy, jeszcze tylko ,krótkie podsumowanie w drodze powrotnej aby wiedza się lepiej utrwaliła i o godz. 15.30 każdy szybciutko opuszcza autokar biegnąc na czekający obiad - a apetyt po pobycie kilkugodzinnym na wodzie rośnie niemiłosiernie. |
|
 |
2004-08-16 | Kolejna turystyczna wyrypa. |
|
 |
|
Po zajęciach pływackich na jeziorze i rwącym nurcie Dunajca, czwarek to dzień zajęć z turystyki pieszej przez duże "P".Kolejne wczesne śniadanie i wyjazd na słowacką stronę Tatr. Tym razem do mikrofonu dorwało się nasze Guru Tatrzańskie czyli Mirek, który podczas trasy dojazdowej do Trzech Studniczek nie pozwolił nikomu spróbować swoich sił przy mikrofonie.A zmiennicy aż rwali się do roboty - Andzrzej Czarniak wraz z Wieskiem Kalityńskim byli z tego tytułu bardzo niezadowoleni. No, ale cóż, szef to szef zawsze ma najwięcej do powiedzenia. Właściwa turystyka piesza zaczęła się od przystanku w Trzech Studniczkach skąd trasa prowadzi na wierzchołek świętej słowackiej góry zwanej Krywaniem. Przed naszą grupą perspektywa osiągnięcia wysokości 2494 m. npm.a wziąwszy pod uwagę fakt, że miejsce startu znajduje sę na wysokości ok. 1150 m. więc przewyższenia do pokonania 1344 m. Pogoda wspaniał, atmosfera wśród grupy szturmowej bojowa, przewodnicy nastawieni optymistycznie w związku z tym po krótkim przygotowaniu Mirek dał sygnał do wymarszu. Po drodze nawiązujemy troszeczkę do historii napotykając pozostałości partyzanckiego bunkra, gdzie zginął jeden z dowódców partyzanckiego oddziału Wysokie Tatry - kpt. Stefan Morawka. Nomen omen miejsce to nazywa się Gronik jednakże z naszym Gronikiem łączy go tylko nazwa. Następny etap wędrówki to pokonanie piętra kosodrzewiny przez siodła Niżniej i Wyżniej Przechyby ponad, którymi dumnie wznosi się skalny wierzchołek Krywania. Mimo dwugodzinnej wędrówki zadowolenie nie schodzi z twarzy uczestników - ciekawe jak to będzie wyglądało za jakiś czas? Po pokonaniu skalnego koryta Szerokiego Źlebu i zbocza Małego Krywania po około 4 godzinach marszu osiągamy wierzchołek Krywania. Mimi widocznych oznak zmęczenia na twarzach pojawiają się uśmiechy i zadowolenie, że ten tak rzadko przecież zdobywany szczyt można wpisać do swoich WOSzKowskich rekordów. Na wierzchołu Mirek dał ponownie upust swoim wodzom i zaspokoił najdociekliwsze pytania związane z panoramą, która z tego miejsca jest wyjątkowo urokliwa i ciekawa. Dlatego też uczestnicy wyjścia mieli trochę dłuższą przerwę na wierzchołku bo Mirek do małomównych przecież nie należy. Na koniec posiłek w celu regeneracji sił i żmudny powrót do inną trasą do Szczyrbskiego Jeziora. W celu omówienia widoków i panoram Mirek robił kolejne postoje co zaowocowało powrotem na Gronik o godzinie 20.00 Ale przecież czy można przejść bokiem nie zauważając rodziny świstaczej, która zabawiała się w pobliżu szlaku - taka atrakcja zdarza się rzadko. Finałem wyprawy było zimne piwo w Szczyrbskim Jeziorze. Nie obeszło się oczywiście bez zwiedzenia okolicy Szczyrbskiego Jeziora, które przecież niejednokrotnie bywa celem wycieczek samo w sobie. Jest to najpiękniejsze jezioro Tatr Słowackich. W końcu o godz. 20.00 wszyscy marzyli już tylko o gorącej kolacji i ciepłym prysznicu.Następny dzień był mniej intensywny, uczestnicy turnusu poznali zabytki Zakopanego, między innymi Stary Kościółek i cmentarz zabytkowy na Pęksowym Brzyzku oraz odwiedzili muzeum Jana Kasprowicza na Harendzie. Podsumowaniem dnia była uroczysta zbiórka z okazji Święta Wojska Polskiego. Tak więc po 5 dniach szkolenia personel latający udał się w końcu na zasłużony odpoczynek wykorzystując do tego celu nadchodzący weekend. |
|
 |
2004-08-16 | Nowy tydzień. |
|
 |
|
Po sobotnio-niedzielnym wypoczynku zabieramy sie ponownie do roboty. Tym razem zaczyna tydzień doktor Toczek i zabiera uczestników turnusu na ogólne badania przed wejsciem do komory niskich ciśnień. Po badaniach grupkami wszyscy zaliczają "lot" na wysokość 5000 m. Na tym jednakże zajęcia nie kończą się w tym dniu, pozostaje jeszcze test -sprawdzian czy ewentualne nauki z zakresu udzielania pierwszej pomocy przedmedycznej. Służy do tego specjalny fantom zwany przez lotników "Zośką". Sztuczne oddychanie metodą usta-usta czy też pośredni masaż serca to obecnie dla lotnika nie pierwszyzna, w każdym turnusie takie zajęcia się odbywają. Ten kto już wszystkie te przedsięwzięcia ma za sobą może w spokoju usiąść na werandzie i łapać ciepłe promienie słońca zbierając siły przed jutrzejszą trasą. A jest przed czym - ponieważ Mirek i Andrzej właśnie uzupełniają wiedzę niezbędną do jutrzejszego wejścia na Rysy. Szkoda tylko, że ze względu na remont szlaku nie możemy wędrować od strony polskiej, byłoby o niebo ciekawiej. Ale cóż wejściu od słowackiej strony też nie ma co wiele zarzucać. |
|
 |
2004-08-25 | Końcówka turnusu. |
|
 |
|
Powoli zmierzamy do zakończenia turnusu, jednak zanim to nastąpi trzeba jeszcze trochę popracować. Wtorek to kolejny dzień trasy turystycznej, którą realizujemy bardzo rzadko. Cel wejścia to Rysy a podejście nastąpiło od strony słowackiej, od Popradzkiego Stawu. Po kilkugodzinnym podejściu wierzchołek nie oparł się uczestnikom VIII turnusu i większośc z nich mogła po raz pierwszy w życiu "zaliczyć" ten szczyt jak i klapsa przewodnickiego na tyłek. A ręka Mirka ma przecież swoją wagę. Powrót do Ośrodka tak samo jak w poprzednich wycieczkach musiał się trochę przeciągnąć i nastąpił około godziny 21.00. Mimo tego wszyscy byli bardzo zadowoleni. W następnynm dniu można było trochę się zregenerować wykorzystując utrzymującą się pogodę i warunki jakie stwarza Jezioro Czorsztyńskie oraz Dunajec. Kolejne zajęcia na wodzie pozwoliły na zmianę ról i kajakarze mogli przesiąść się na pontony w celu poznania uroków spływu Przełomem Pienińskim. Podsumowaniem pieszej działalności turystycznej był kolejny dzień szkoleniowy, którego celem stał się Kościelec sterczący 2155 m. npm. Mimo słonecznej pogody wierzchołek ten sprawił najwięcej trudności przy jego zdobywaniu, chociaż wydawałoby się, że po wcześniejszych "treningach" powinien paść z marszu. Jednakże duchota i brak powietrza w tym dniu spowodowały, że niektóre osoby musiały odtrąbić odwrót i nie dane im było zdobyć szczyt. Po tych wszystkich eskapadach w piątek uczestnicy szkolenia musieli się poddać jednej z mniej przyjemnych czynności na WOSzK-u czyli sprawdzianowi sprawności fizycznej, będącemu nieodzownym elementem zaliczającym pobyt na szkoleniu. Po tak intensywnym treningu sprawdzian ten nie sprawił większych trudości i wszyscy spokojnie go zaliczyli. Dopełnieniem tego dnia były powtórne badania lekarskie, które pozwalają zobrazować postęp szkolonych w zakresie wydolności organizmu i poprawy jego sprawności. Przed samym zakończeniem turnusu jego uczestnicy zapoznali się jeszcze z twardością siodełek rowerowych i mozołem pedałowania po zakopiańskich okolicach, spędzając kilka godzin na rowerze. Wtorek 24.08.04r. był ostatnim dniem VIII turnusu. Po jego oficjalnym zakończeniu wszyscy wyruszyli w drogę powrotną, pełni nowych sił fizycznych i witalnych, które z pewnością spożytkują w następnych miesiącach 2004r. |
|